Braterski pojedynek - runda jesienna


Główni bohaterowie :)
Historia lubi się powtarzać. W zeszłym roku jesień należała do mnie i Marian musiał podkulić ogon i wziąć się do biegania. Na wiosnę tego roku dominował, ale jak zwykle przebimbał lato i powrócił na rundę jesienną bez formy, co widać, słychać i czuć. Walka była zacięta, ale koniec końców wszystko rozbiło się o błędy i minimalne różnice w formie biegowej.
Zaczęło się od Mistrzostw Wieruszowa. Teren płaski, przebieżny, a mapa tak nudna, że gdybym miał ze sobą komórkę na trasie, to bym pewnie ze dwie plansze Angry Birds przeszedł. Mimo to fizycznie się spiąłem, bo chciałem sprawdzić ile mi brakuje do brata. Różnica ta może mieć duże znaczenie na sztafetach pokoleń, podczas których obaj biegamy nocne zmiany. Okazało się, że wcale mi nie brakuje, a nawet mam lekki zapas. Wygrałem z nim o nieco ponad minutę.


Patryk na finiszu sprintu. NKL za żywopłot ;)
To dało mi nadzieję na wyrównaną walkę podczas nadchodzących KMP w okolicach Nowego Sącza.
Sprint był moim zdaniem trudny. Przez pierwsze siedem punktów nie ogarniałem kompletnie biegu i przy każdym punkcie musiałem się zatrzymywać aby wyczytać przebieg do następnego. Dopiero później wpadłem w rytm i biegłem swoje. Przyspieszyć udało się dopiero na ostatnich 6 punktach, które już pozwalały odetchnąć głowie. Wynik był zadowalający, a niedługo później okazało się, że nawet bardzo zadowalający, bo braciak przegrał ponownie, tym razem o 17 sekund.


Kinga karmi Hankę bułką słodką. Hit!
Kolejnego dnia miał odbyć się prawdziwy sprawdzian. Bieg średniodystansowy w terenie o bardzo dużych przewyższeniach. Trochę się stresowałem przed tym biegiem. Czułem, że mogę wygrać ponownie i pokazać, że to ja powinienem biec w pierwszej sztafecie pokoleniowej, ale strasznie bałem się błędów. Mimo to początek zacząłem mocno i już na drugim punkcie zwiedzałem. Na piątym zrobiłem kolejny, bardzo duży błąd. Tam już mi się biegać odechciało. Trasę jednak trzeba skończyć, więc skończyłem. Po drodze jeszcze kilka drobniejszych wpadek i jedna większa. W sumie bardzo słaby bieg, kompletny brak sił na końcówce i... trzecia z rzędu wygrana z Marianem. Okazało się, że on też namotał i przegrał o około 2 minuty.


Mary na finiszu nocnej zmiany :)
Pomimo iż dawało mi to prawo występu w pierwszej sztafecie, to jednak nie zdecydowałem się na zmianę. Głownie dlatego, że to bieg nocny, których zazwyczaj unikam i nie czuję się w nich dobry (właściwie to w żadnym nie czuję się dobry, ale w dzień chociaż mogę lepiej kontrolować mapę). Dodatkowo dotkliwie stłukłem sobie stopę na biegu średnim. Nie wiem czy będę w stanie normalnie z nią biec wieczorem. To się okaże już za niecałe dwie godziny :)
.
.
.
Ale urwał! :) Sił po porannym biegu było niewiele. Góry jak smoki przy każdym kroku podgryzały moje nogi, tak że już po widokowym prawie nic nie zostało. Dotarłem jednak do mety z kilkunastominutową stratą mniej więcej w połowie stawki. Z biegu jestem zadowolony. Nie zrobiłem dużo błędów. Kilka drobnych, jeden wariantowy i jeden na jakieś 60-90 sekund. Wiedziałem, że fizycznie będzie bardzo ciężko, starałem się więc kontrolować mapę i unikać czesania. Jeszcze przed widokowym byłem w dobrej grupie, ale niestety w gęstwinie spadła mi lampa, musiałem się zatrzymać by ją założyć i cały tramwaj mi uciekł. W sumie dało mi to zwycięstwo nad Marianem o jakieś 2-3 minuty (choć podobno na widokowym prowadziłem o 5 minut).


Gohan na finiszu nocnej zmiany ;)
Pisząc o jesiennych KMP nie można nie wspomnieć o mapie. Dawno nie biegałem na tak kiepskiej. Brakujące elementy, złe oznaczenia gęstości lasu oraz poszycia. Szczególnie w dzień dało mi się to we znaki, kiedy to na jednym z przebiegów wpadłem na wielki rów, którego nie było na mapie (zanim się zorientowałem to zdążyłem już kilka minut spalić). Drogi też się nie zgadzały. Smutek generalnie. Udane zawody, ale kiepska mapa. Deja vu?

Po wszystkich zmianach pierwsza sztafeta ukończyła zawody na miejscu ósmym, a druga na dwudziestym siódmym. Spory rozrzut ;)
http://orientharper.pl/?s=f&k=r&f=c575513ed95d09ca686e5ab5c91c018b.HTM

Comments

3 Responses to “Braterski pojedynek - runda jesienna”

Marian pisze...
16 wrz 2012, 22:11:00

Jak żyć :( Trza sie znowu wziąć do roboty..

Anonimowy pisze...
17 wrz 2012, 00:59:00

Jako że nie byłem na zawodach chce się zawołać (odnośnie mapy rzecz jasna) AUTOR, AUTOR

Pabich Tomek pisze...
17 wrz 2012, 07:21:00

Jacek Kozlowski

Prześlij komentarz