Ogień i Iskra - krótka historia dwóch rudzielców


Dorosły ogień, trochę zaspany
Zawsze lubiłem koty. Kiedy byłem mały często jeździliśmy do mojej babci na wieś i tam zawsze pałętało się przynajmniej kilka dachowców. Niektóre dawały się głaskać same, o inne trzeba się było bardziej postarać. Chciałem mieć kota w domu, ale rodzice byli przeciwni, więc postanowiłem, że jak będę miał swój dom, to będę miał kota. Już wtedy wymarzyłem sobie takiego prążkowanego rudzielca.


Malutki Ogień przeciąga się
na dywanie
Marysi nie musiałem długo namawiać. Zgodziła się niemal bez wahania, a ja zacząłem poszukiwania. Nie chciałem za kota płacić. Wolałem raczej przygarnąć jakiegoś znajdę. Nie spodziewałem się, że uda mi się znaleźć pięknego rudego tygrysa, ale chciałem chociaż spróbować. Okazało się, że było to łatwiejsze niż przypuszczałem. Kilka godzin w internecie i oto znalazłem wpis pewnej pani ze Szczecina, która znalazła na śmietniku małe, jeszcze ślepe kotki.
Mały ogień bawi się sznurkiem
Jeden z nich był rudy w prążki. Zbagatelizowałem ostrzeżenie przed przygarnianiem kociąt poniżej trzeciego miesiąca życia i zdecydowałem się go wziąć. Chciałem nawet jechać po niego do Szczecina, ale miałem szczęście i kot załapał się na okazję do Łodzi, skąd go odebrałem. Był malutki i słodziutki. Właściwie, to jeszcze ledwo chodził. Zataczał się i śmiesznie szeroko rozstawiał nogi, by utrzymać równowagę. Karmiliśmy go smoczkiem i spał u mnie na poduszce. Marysia była zachwycona.

Iskra na działce u babci
Nazwaliśmy go Ogień. Był rudy i bardzo energiczny, jak wszystkie małe kotki. Szybko rósł i po kilku tygodniach dostawał już kocią karmę rozmiękczoną w mleku, a niedługo potem gryzł i jadł już normalnie. Wyrósł na sporego, ślicznego kociaka. Istny tygrys.
Kiedy oboje zaczęliśmy pracować i spędzać większość czasu poza domem zauważyłem, że Ogień stał się markotny. Ubyło mu na energii życiowej. Dużo spał i był jakiś osowiały. Pomyślałem, że może przydałoby mu się towarzystwo. Kiedy powoli dojrzewała w nas ta myśl i wciąż byliśmy niezdecydowani, ale jednak gdzieś tam głęboko rozważaliśmy przygarnięcie drugiego kota, zdarzyła się Iskra.
Dorosły Ogień w plenerze
Wracaliśmy z zawodów znad morza, standardowo, krajową jedynką. Przed Toruniem zauważyłem coś na środku drogi. Byłem pewien, że to ścierwo jakiegoś rozjechanego zwierzęcia, ale kiedy je mijałem przez chwilę wydało mi się, że to ścierwo miało otwarte oczy. Zawróciłem, zatrzymałem się na poboczu i podszedłem sprawdzić. Okazało się, że na środku krajowej jedynki leżał mały, rudo-biały kotek. Był cały mokry, bo padał deszcz i przejeżdżające samochody chlapały na niego wodą z kałuż na drodze. Trząsł się z zimna. Sądziliśmy, że jest potrącony i chcieliśmy go zawieźć do weterynarza, ale po kilkunastu minutach kot wstał i poruszał wszystkimi łapami.
Iskra na działce
Wjechaliśmy do Maca i nakarmiliśmy go shake'iem waniliowym. Zabraliśmy do domu i tu już została. Była to mała kotka z ADHD. Nazwaliśmy ją Iskra i stwierdziliśmy, że będzie idealną towarzyszką dla Ognia. Do dziś nie jestem pewien czy tak jest, ponieważ nie jestem w stanie powiedzieć, czy one się bawią czy biją, ale jedno jest pewne - Ogień już nie ma tak nudno. Wystarczy chwila nieuwagi, a Iskra ląduje mu szponami na tyłku. To co, że jest od niego trzy razy mniejsza. Grunt, że nadal są w domu takie miejsca, w które tylko ona się mieści :)

Iskra w lesie na treningu
Takim oto sposobem codziennie toczymy walkę z wiatrakami i staramy się im wytłumaczyć, że nie wolno się bawić papierkiem o szóstej rano, nie wolno chodzić po stole, nie wolno kraść jedzenia, nie wolno sikać na ubrania i nie wolno gubić tylu ton sierści. Niestety przeważnie na próżno. I choć czasami, bardzo rzadko, widzę przebłyski inteligencji w ich kocich oczach, to jednak wiem, że nadal są i zawsze będą tylko dwoma rudymi, głupiutkimi i jakże pięknymi kotami. Takimi, które przychodzą rano gdy się budzimy i wpychają głowę w dłoń domagając się pieszczot, stoją przy drzwiach gdy wracamy z pracy i z tęsknotą ocierają się o nogi, cierpliwie czekając aż zmienimy ubranie, miauczą żałośnie na widok puszki pasztetu lub plasterka szynki i chodzą w kółko jak opętane, przychodzą położyć się na brzuchu gdy leżę w fotelu i oglądam telewizję.
A jak już włączą mruczenie, to cały dom wibruje pozytywną energią. Fajne te nasze koty.

Comments

4 Responses to “Ogień i Iskra - krótka historia dwóch rudzielców”

marian pisze...
9 lis 2009, 13:52:00

Ogień FTW :P

witold pisze...
9 lis 2009, 16:19:00

Oba na kotlety !

Gohan pisze...
9 lis 2009, 18:41:00

Mogłeś wspomnieć ile waży Ogień i jaki jest duży. Popsuło by to trochę opinię słodkiego kocurka :D

Tomek Pabich pisze...
10 lis 2009, 09:11:00

No to fakt. W takim razie dodam, że Ogień waży około 7,7 kg (i wcale nie jest gruby), a Iskra jakieś 3 kg (i jest trochę gruba) :)

Prześlij komentarz