Mistrzostwa Polski - hat-trick hero


Srebrna sztafeta Grunwaldu na finiszu
Na MP jechałem pełen obaw. Nie chodzi o moją formę fizyczną, ale o aspekt orientalistyczny. Jakoś ostatnio zupełnie nie mogę odnaleźć właściwego rytmu. Dodatkowo po czterodniowym wypadzie w góry trochę dokuczało mi ścięgno pod lewym kolanem. Jedno było pewne, planowałem dać z siebie wszystko. Liczyłem, że może na MP wreszcie coś "zaskoczy".

Zawody rozpoczynały się sprintem na terenie zabudowanym. Pomimo wielu niedociągnięć organizatora udało się pobiec całkiem nieźle i z ostatecznego wyniku jestem umiarkowanie zadowolony. Uniknąłem błędów technicznych. Raz wybrałem zły wariant i kilka razy zwolniłem bo miałem problemy z czytanie mokrej mapy w czasie biegu. Niestety już na mecie, ale jeszcze przed sczytaniem chipa zorientowałem się, że nie podbiłem setki. Odbiegając od przedostatniego punktu (73) coś tak czułem, że jeszcze jeden powinien być i kiedy w pełnym biegu sprawdzałem na mapie opisy kodowe przebiegłem koło ostatniego punktu zupełnie go nie zauważając. Dodatkowo na opisach zobaczyłem, że po 73 jest już tylko jeden i pomyślałem, że ten jeden to właśnie meta. Nieźle. Na szczęście nie biłem się o żadne laury i pomimo początkowej załamki później stwierdziłem, że w sumie ten NKL robi małą różnicę. I tak przegrałem z bratem o ponad 20s, więc podbicie setki nic by mi nie dało. Czas 17:03 był, jak napisałem, umiarkowanie satysfakcjonujący.

Przed startem pierwszych zmian
Obawiałem się trochę o moje lewe kolano (bolało mnie ścięgno od kilku dni), ale jak się okazało atak nadszedł z drugiej strony i po sprincie mocno rozbolał mnie prawy achilles. Czułem, że jest źle.
Następnego dnia na rozgrzewce bolał jeszcze bardziej. Nie pomógł ani taping, ani żele, ani delikatny masaż. Wiedziałem, że jak pobiegnę, to w niedzielę na sztafetach może być jeszcze gorzej. W związku z tym postanowiłem zejść z trasy. Zaliczyłem kilka pierwszych punktów, potem przeszedłem na 19-ty i do mety. Przynajmniej obejrzałem sobie las na kolejny dzień. Tego dnia świetnie spisał się Mariusz, który po bardzo dobrym biegu wygrał z Chrupkiem. Brawo Marian!!! :)
Ostatni dzień zmagań to sztafety. Na pierwszej zmianie pobiegł jak zwykle Chrupek i na mecie zameldował się z dobrym czasem na ósmym miejscu. Ja ruszyłem bardzo spokojnie i przez pierwsze sześć punktów było dobrze. Potem dwa razy z rzędu chciałem biec na inny punkt niż powinienem, ale jeszcze udało mi się w porę ogarnąć, natomiast następne punkty nie były już tak łaskawe. Zacząłem chrzanić jeden za drugim, widziałem doganiających i przeganiających mnie ludzi. Żal dupę ściskał. Na mecie byłem z czasem prawie 20 minut dłuższym niż Chrupek. Wiedziałem już, że nie ma o co walczyć i Marian tez to wiedział. Jego mina gdy dawałem mu mapę była dość wymowna.

Marian ze skręconą kostką zszedł z trasy
Podczas oczekiwania na Mariana obejrzeliśmy finisz seniorów, który wzbudził sporo emocji, choć dość jasne było, że Banan nie da rady ograć Kowala na finiszu i tylko jakiś koszmarny błąd mógłby pozbawić Śląsk złota. Nic takiego się nie wydarzyło i Grunwald musiał zadowolić się srebrnym medalem. Nie było porywającej walki na dobiegu do mety, ale i tak widać było, że kategoria M budzi na sztafetach największe zainteresowanie. Gdy tylko pojawili się na widokowym, z miejsca cała gawiedź przeniosła się w stronę dobiegu do mety. Fajnie to wyglądało. Widać, że wszyscy emocjonowali się tą końcówką.
Jakiś czas później na widokowy wytelepał się Marian. Wytelepał to dobre słowo, ponieważ ledwo stał na nogach, kulał i nie mógł biec. Tuż przed widokowym skręcił kostkę i było po zawodach. Tym samym zdobyłem trzeciego NKLa na tych MPkach i skompletowałem niechlubnego hat-tricka. Nie ma co, udany wyjazd.

Marta finiszuje na ostatniej zmianie
Przepraszam moją sztafetę za tak fatalne występy w tym sezonie, szczególnie Chrupka, który na obu biegach wypadł bardzo dobrze. Na pocieszenie pozostaje fakt, że w kolejnym sezonie do 20tek przechodzi Olej, z którego na pewno będą mieli lepszy pożytek.
A ja? No cóż, najpierw się podleczę, a potem się pomyśli. Krzepiące jest to, że po pięciu minutach totalnej załamki po kolejnym nieudanym biegu naszło mnie to znajome uczucie chęci zmierzenia się po raz kolejny z lasem i mapą.

Oprócz wielu wrażeń z samych tras organizatorzy zapewnili nam także inne, równie silne emocje, o czym parę słów poniżej:
Szkoda, że wielodniowy wysiłek organizatorów (tak, jestem pewien, że mimo wszystkich błędów zawody kosztowały ich wiele sił i nerwów) idzie na marne przez niedociągnięcia i niedopracowanie kilku ważnych elementów.

Mary i Gohan nudzą się czekając na Martę ;)
Sprint:
- brak biura zawodów - to jeszcze nie tak źle. W końcu do samego biegania nie było kluczowe.
- brak dobrego oznakowania dobiegu do startu - niby były pomarańczowe wstążki, ale tak rzadko (nie wiem, może burza porwała), że gdybym nie wiedział w którą stronę jest start, to nie wiem czy bym trafił
- strefa startu - zgodnie z komunikatem obecność w strefie była obowiązkowa od wyznaczonej godziny. Kto tego pilnował się pytam? Byli zawodnicy, którzy przeczekali deszcz i przyszli później, bo pozwalały im na to minuty startowe. Z tego co wiem - zero kar
- opóźnienie startu - to już był żal na maksa, szczególnie dla osób startujących we wczesnych minutach. Rozgrzewaliśmy się w ulewnym deszczu i przesunięcie startu (bez konkretnej informacji o ile!) odbierało chęć do biegu. W końcu dwie minuty przed dowiedziałem się, że ruszamy. Bez sensu. Pomijam już fakt, że dwa zegary na starcie wskazywały inny czas, a pikanie rozlegało się w jeszcze innym momencie niż by to wynikało z tychże zegarów.

Marian pokazuje: "Nie wiem gdzie ten Tomasz..."
- nieuruchomione stacje kontrolne - mnie to osobiście nie dotknęło, ale słyszałem, że wiele stacji kontrolnych było nieuruchomionych, co kosztowało pierwsze osoby cenne sekundy. Ludzie, to jest SPRINT!
- zamknięte bramy - na mapie widać przejście, a w terenie brama jest zamknięta. Ci co się nadziali na taką niespodziankę mogli już iść do domu, bo mieli "po butach".
- punkt ukryty w żywopłocie - też fajny feature. Z tego co wiem regulamin nakazuje odpowiednią widoczność punktu. Ten raczej nie spełniał norm. Jego widoczność ograniczała się do 2D
- były zapowiadane wyniki on-line? :)


Olej i Zielu idą rozłożyć się na trawce przy mecie
Średni:
- czy ktoś pilnował obowiązkowej strefy startu? Znów nikogo nie widziałem, choć tego dnia mogłem nie zauważyć. Podejrzewam jednak że nie. Po co więc ją robić? :)
- informacja o dobiegu do startu - nie było na piktogramach, a osobnik na starcie nie miał pojęcia. Uzyskane informacje to: "tu, niedaleko, w tą stronę"
- złe wyznakowanie dobiegu na start!!! - tłumaczenie, że taśma skręcała na nic się nie zda. Nie było taśmy po zewnętrznej stronie zakrętu i wiele osób, w tym czołowi zawodnicy, zrobiło na starcie koszmarny błąd biegnąc prosto. Ja także tak pobiegłem, jednak po chwili zawróciłem (mniej więcej jak Wojtek Dwojak). Inni mieli mniej szczęścia. Przez taki detal rozstrzygnęły się losy niektórych medali.


Złota sztafeta Śląska na dobiegu do mety
Sztafety:
- brak informacji o składach sztafet przed startem - nie wiem, może tylko ja nie znalazłem...
- omówienie strefy zmian po starcie zawodników - ja rozumiem, że wielu zawodników ma podzielność uwagi, ale nie jestem przekonany, czy głośniki miały wystarczającą moc by dosięgnąć już biegnących. Na szczęście otaśmowanie było dobre i intuicyjne i obyło się bez problemów.
- błędy na mapie - podczas biegu dopatrzyłem się dwóch błędów - ogrodzenie którego nie było na mapie, oraz źle zaznaczone pole (w terenie było ze dwa razy większe i dochodziło do drogi).


Mary i Gohan klaszczą u Rubika... znaczy Banana
Jak mawiał mój profesor od fizyki: "Świat składa się ze szczegółów", a tych szczegółów zabrakło. Pomimo że mógłbym wymienić też dużo rzeczy "in plus", to nie chce mi się, bo ogólne wrażenie jest negatywne.
Jestem słabym zawodnikiem i nie przywiązuję aż tak dużej wagi do tego czy będę 19 czy 30, ale niektóre z wymienionych powyżej błędów wypaczały rywalizację (na pewno na sprincie i na średnim) i moim zdaniem bieg sprinterski powinien zostać powtórzony (zamknięte przejścia są według mnie nie do zaakceptowania). I nie chodzi tutaj wyłącznie o medale, ale także o klasy sportowe.

Chciałem powyższe napisać na forum, ale z niewiadomych przyczyn nie mogłem tam umieścić nowego posta, a po kilku próbach okazało się, że zablokowano mi dostęp do pisania odpowiedzi :) Forum się popsuło?

Comments

7 Responses to “Mistrzostwa Polski - hat-trick hero”

kajo pisze...
16 cze 2010, 13:29:00

hat-trick godny podziwu... ale tak powżnie to przy takich kontuzjach namawiałbym do rezygnacji ze startu!!! co do stacji SI to mój zawodnik miał niesłychaną nieprzyjemność startować w 00 minucie... szybciej by na papierowej karcie perforował :(((

Gohan pisze...
16 cze 2010, 13:56:00

Z baboli bym jeszcze powrzucała na mapę na średnim. Ja rozumiem, że można w palecie barw znaleźć kolor o nazwie "najjaśniejszy z jasnych zielonych", ale czemu zaznaczać nim całkiem gęsty las na mapie? W biegu było jeszcze gorzej, bo wyglądał zupełnie jak biały. Chyba dopiero na mecie udało mi się go na mapie wykryć :/

Chrupek pisze...
16 cze 2010, 21:49:00

Nie przejmuj się Tomasz tymi sztafetami, najważniejsze że walczyłeś do końca!:) I życzę szybkiej regeneracji tego achillesa. Miejmy nadzieje że na Wawelu się pościgamy:)

Tomek Pabich pisze...
17 cze 2010, 12:29:00

Kajo: ciężko zrezygnować ze startu dla którego wychodziło się na treningi w najgorszej pogodzie i w czasach kiedy już zupełnie się nie chciało. Jeśli w tych momentach znajdowałem motywację do wyjścia na trening, to zawsze była nią moja sztafeta.
Chrupek: na Wawelu raczej się nie pościgamy i wcale nie będzie to winą achillesa :))))

Gohan pisze...
17 cze 2010, 13:32:00

Beeeeee... Beeeeeeeee... Beeeeeeee... :P

Piotr pisze...
17 cze 2010, 17:27:00

Też ostatnio nie mogłem wrzucić zdjęć bo miałem zablokowane konto, ale już jest okej, może też Ci się niedługo odblokuje. Tak z ciekawości wiesz może kto operuje tym forum?

Prześlij komentarz