A mogło być tak pięknie - jesienne KMP


Taką ekipą pojechaliśmy... + ja!
Jesienna runda klubowych Mistrzostw Polski zapowiadała się sympatycznie. Wszystkie biegi w akceptowalnych dystansach, a więc na wszystkich mogłem powalczyć. Pytanie tylko o co? Czułem się nieźle i wiedziałem, że przy bezbłędnych biegach są szanse na punkty. Może nawet na wygraną z Marianem, kto wie...? :-)

Na pierwszy ogień poszedł sprint. Przyjechaliśmy na czas, ale na spacerowanie po terenie biegu mieliśmy tylko 30 minut. Niewiele udało się obejrzeć, a to co widzieliśmy nastrajało optymistycznie, bo teren wyglądał na prosty, ale
Mary spokojnie drepcze do steki
jednocześnie gdzieś głębiej cały czas zastanawiałem się co wymyślą organizatorzy by zabawę utrudnić. Okazało się, że kluczem do dobrego biegu było czytanie wszechobecnych ogrodzeń i zawartych w nich przejść. Szczególnie w pierwszej połowie trasy było to trudne zadanie. Pomimo że dobrze oceniłem swoje możliwości i zwolniłem by nie popełnić błędu, to jednak ostatecznie nic to nie dało i szanse na dobry wynik zaprzepaściłem w drodze na siódmy punkt. Minąłem wyjście i pobiegłem w ślepy zaułek, przez co musiałem się wracać. Strata na tym przebiegu do Mariana to 1:20 min, a całość przegrałem o mniej niż minutę. Oznacza to, że byłem w stanie z nim dziś wygrać, ale zawiodła mapa, jak zwykle. Reszta trasy bez sensacji. Kilka mniejszych błędów, ale ogólnie przyzwoicie. Szkoda tej siódemki. Byłbym 12, może 11, a tak tylko 17 :(


Natalka Dyzio na długim dobiegu do widokowego
Następnego dnia panował bojowy nastrój. Na trasę ruszyłem mocno i czułem się dobrze. Biegłem szybko i nie popełniałem większych błędów, aż do 15 punktu. Tu zaczęła się czarna seria i chyba na wszystkie kolejne punkty coś było nie tak. W rezultacie na samej końcówce umoczyłem ze 3 minuty i ponownie pogrzebałem swoje szanse na przyzwoity wynik. Marian tego dnia był nie do pokonania. Nawet do 14 punktu sumaryczny czas miałem gorszy. Cóż, starość nie radość.

Tego samego dnia wieczorem rozpoczęły się sztafety pokoleń. W las ruszyły pierwsze zmiany z lampami na głowach. Od nas pobiegł Olej i Marian. Ja za nocnymi nie przepadam, więc nie pchałem się do składu. Zgodnie z tradycją cały czas mocno
Snesu umęczona tuż przed 100-tką
dopingowaliśmy naszych i nieustannie wywoływaliśmy ich z lasu coraz to nowszymi przyśpiewkami, aż w końcu nasze starania zostały nagrodzone i w mroku pojawiły się pierwsze lampy, kołyszące się monotonnie w rytm miarowych kroków prowadzącego Dwojadżera. W tramwaju, a jakże, biegł Olej. Od widokowego do mety była dosłownie chwila (niecałe 3 minuty) i już mogliśmy się cieszyć z rewelacyjnego drugiego miejsca. Olej to jednak ma powera w nogach! Wróciliśmy na widokowy i poczęliśmy śpiewać dla Mariana z nadzieją, że ujrzymy go już w drugim tramwaju. Tak się jednak nie stało i przybiegł dopiero w trzecim, na 16-tym miejscu. Patrząc na czas wcale nie było źle, biorąc pod uwagę fakt, że to nocny i do tego drugi bieg tego samego dnia.


Gohan na finiszu wzięła Jacka :)
Następnego dnia emocje zaczęły się już od 9. W las poszły drugie zmiany i nie obyło się bez niespodzianek, bowiem na pierwszym miejscu przybiegła dziewczyna z klubu Tukan Iwiny i wszyscy wciąż rozpytywali kto to jest i skąd oni się wzięli :) Śmieszne to było. Mary pomimo już wystającego brzucha (taaak, jest w ciąży :)) pobiegła rewelacyjnie i spadliśmy tylko o jedno miejsce. Brawo!
Na kolejnych zmianach biegli Snes i Cziken. Cziken wypadł średnio, ale Snesu już całkiem ładnie. Na kolejnej zmianie przeciętnie wypadła Bany i w tym momencie byliśmy na wysokim szóstym miejscu. Jak byśmy tak skończyli, to bym się nie obraził, ale do lasu jako przedostatni szedł Groszek. A powszechnie wiadomo, że jak Groch chwyci w swoje ręce mapę i kompas to lepiej nie obstawiać co się wydarzy, bo to totalna loteria. Pomimo defetystycznych nastrojów tego dnia dopisało nam szczęście i Groszek pobiegł się bardzo dobrze. Nie dość że nie stracił, to jeszcze nadrobił. Po bardzo szybkiej końcówce (widać było, że dał z siebie wszystko) zameldował się na mecie jako czwarty dając Chrupkowi około 3 minut przewagi nad goniącym go Lubkiem. Osobiście mocno wierzyłem, że Chrup da radę.

Groszek skonany po rewelacyjnym biegu
Ale... zanim na widokowym pojawił się Chrupek emocje sięgnęły zenitu z innego powodu. Otóż kilka (naście?) ładnych minut po tym jak na metę wbiegł Włodar (I miejsce dla Floty) na dobiegu do widokowego ukazali się Pasza i Jańcia. Zapowiadała się bardzo zacięta walka o srebro. Na drugim miejscu wybiegł Piotrek, ale po błędach w lesie Jańcia dogonił go na 6 minut i o miejscach na podium miała zadecydować końcówka. Większe szanse dawałem Paszy, w końcu to były 800-metrowiec, więc finisz powinien być jego, ale Jańcia to też nie w kaszę dmuchał. Ostatecznie przy OGŁUSZAJĄCYM ryku wszystkich zebranych w pobliżu mety dosłownie o kilka metrów wygrał Jańcia, wyprzedzając Paszę jakieś 50 metrów przed metą. Wielki szacun!
No właśnie, a niedługo potem na widokowym pojawił się Chrupek. Biegł sam, końcówka była banalna, mieliśmy pewne czwarte miejsce. Leciał mocno do końca, ale już od setki na kompletnym luzie wraz z całą drużyną dobiegł do mety. Wiemy, że ten rytuał jest zarezerwowany dla medalistów, ale dla nas to czwarte miejsce to prawie jak medal - jest to nasz najlepszy wynik w historii.


Startuję w masówce!
Ja zgodnie z tradycją wystartowałem w masówce. Wiedziałem, że nie ma za bardzo o co walczyć, bo Kuba Morawski pobiegł dużo za wolno (nie mam żalu - ta trasa była dla niego za trudna), ale i tak starałem się jak mogłem. Niestety tego dnia fizycznie nie czułem się już tak dobrze jak w sobotę. Szczególnie wymęczył mnie początek i to skakanie po jarach i muldach. A później dogoniliśmy Piotrka Leśniaka i wtedy pomyślałem, że bieg robi się ciekawy. Piotrek srogo mnie zlał dnia poprzedniego i bardzo chciałem zobaczyć jak biega. Dał mi prowadzić dwa punkty, a potem wysunąłem się na prowadzenie (zrobiłem błąd odbiegnięcia od punktu - 180 stopni - i złapał mnie kryzys fizyczny), a ja kulturalnie się pociągnąłem kontrolując mapę i sprawdzając numery kodowe. Trzymałem sie jednak blisko, bo chciałem się z nim spróbować na końcówce. Mocno ruszyłem od widokowego (jak Pasza :)) i dzięki temu że Piotrek źle pobiegł na 46 wysunąłem się na prowadzenie. Na 44 (przedostatni punkt) też byłem pierwszy. Do mety jakieś 250 metrów i szalony, długi finisz. Kątem oka widziałem, że Piotrek walczy i się nie podda, ale potem zszedł gdzieś za mnie i myślałem, że już zwolnił. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy kilkanaście metrów przed 100-tką wybiegł z mojej prawej strony i skierował się do lewej puszki (do tej samej co ja). Byłem na straconej pozycji, nie dość że musiałem odbić do puszki prawej, to jeszcze musiałem ją podbić prawą ręką. Warto tutaj dodać, że obie puszki były na jednym stojaku, a więc miałem czipa na prawej ręce, a puszkę po lewej. Trafiłem dobrze i już nawet rzuciłem się sprintem do finiszu, ale po kilku krokach wyhamowałem i zawróciłem.
A to nasz zwycięski skład
Przez głośny doping nie usłyszałem czy punkt mi zapikał (potem się okazało że tak), a głupio by było zrobić NKLa na siódmej zmianie na ostatnim punkcie ;) Poza tym te kilka sekund straty nie robiło absolutnie żadnej różnicy w ostatecznym rozrachunku. Gratulacje i podziękowania dla Piotrka za super zabawę. Uwielbiam się ścigać na końcówce, a dawno nie miałem okazji. Szkoda że przegrałem, ale następnym razem na pewno wygram! ;-) Ostatecznie byliśmy 22. Nie zapunktowaliśmy, ale co nabiegaliśmy to nasze!

Podsumowując wyjazd był bardzo udany. Zawody zorganizowane fajnie. Wtopa tylko z tymi złymi mapami na czwartych zmianach sztafet. Dużo ludzi od nas zapunktowało i wygląda na to, że utrzymamy się w I lidze. Brawo!

Czy ja już kiedyś wspominałem, że uwielbiam sztafety??? ;-)

Comments

4 Responses to “A mogło być tak pięknie - jesienne KMP”

Chrupek pisze...
22 wrz 2010, 21:41:00

Pomyliłeś Snesa z Bany jeśli chodzi o kolejność na sztafetach i ich bieg. I nie mówiłeś czasem że to Jancia finiszował od widokowego, a nie Pasza?

Tomek Pabich pisze...
22 wrz 2010, 21:48:00

Faktycznie pomyliłem Bany i Snesa.
Co do finiszu, to wcześniej mówiłem jak mi się wydawało. Okazało się jednak, że wydawało mi się źle. W poście jest już napisane prawidłowo, bo po rozmowie z Paszą, więc relacja z pierwszej ręki ;) Pasza sam mi mówił, że od widokowego przycisnął.

Spajder pisze...
23 wrz 2010, 08:26:00

tak, Tomku z moich obliczeń wynika, że jesteście na 7 miejscu:)
Gratulacje!

Spajder

Karol-AZS pisze...
23 wrz 2010, 15:56:00

heh też na sprincie zawaliłem pk 7 ;P i straciłem szanse na 1 klasę sportową :/ z 6 odbieglem w drugą stronę bo nie zauważyłem przejścia przez ogrodzenie, potem się cofałem. Ogólnie byłem 12 :P

Prześlij komentarz