Jak nawiązywać dobre relacje z ludźmi (fenomen Duracellki)

Moje amatorskie zainteresowanie psychologią ludzkich zachowań przekłada się od czasu do czasu na dość ciekawe wnioski jakie wysnuwam na podstawie obserwacji osób z mojego bezpośredniego i pośredniego otoczenia. Od długiego czasu zafascynowany byłem fenomenem sukcesu w nawiązywaniu pozytywnych relacji u jednej z koleżanek z pracy. Postanowiłem połączyć wyniki moich spostrzeżeń z krótkim poradnikiem na temat nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi (także stworzony głównie na podstawie własnych przemyśleń) i powstało coś takiego...

Człowiek jest stworzeniem stadnym. Od zarania dziejów ludzie tłoczyli się w mniejszych i większych grupach: jaskiniach, wioskach, miastach, a teraz w metropoliach. U większości osobników można zaobserwować tzw. „owczy pęd”, a tylko jednostki są na tyle silne by podążać własną drogą i nadawać kierunek nowym zmianom, lub po prostu iść pod prąd. Nie celuję dziś w wynalezienie przyczyn takiego a nie innego stanu rzeczy, ot po prostu stwierdzam fakt, a robię to dlatego, że stanowi on podwalinę pod bardzo subtelne i skomplikowane zagadnienie jakim jest nawiązywanie relacji i znajomości pomiędzy ludźmi.
Skoro już jesteśmy skazani na towarzystwo, ba, sami się garniemy do poznawania nowych ludzi, wyłóżmy kilka podstawowych konceptów z tym związanych.
Przede wszystkim wprowadźmy spójny, jakże ważny podział. Nie odkryję Ameryki twierdząc, że związki międzyludzkie dzielimy na dwie główne kategorie:
1. Nieformalne, osobiste
2. Formalne, zawodowe, koleżeńskie

Pierwsza grupa to oczywiście nasi dobrzy znajomi i najbliższa rodzina. U poszczególnych jednostek grupa ta może być szersza lub węższa, a wszystko jest zależne od charakteru tejże jednostki, czyli głównie otwartością i potrzebą towarzystwa. Ważnym elementem wyróżniającym przynależność danego związku do tej grupy jest sposób w jaki zachowujemy się spędzając czas z daną osobą. Jeśli czujemy się swobodnie, nie boimy się mówić tego co chcemy, jesteśmy szczerzy i zrelaksowani, to możemy śmiało zakwalifikować taką relację do pierwszej grupy - związków nieformalnych. Z tą grupą spotykamy się w czasie wolnym. Lubimy z nimi przebywać i zazwyczaj dobrze się przy tym bawimy. Czy to wyjście do baru, czy wyjazdy w góry, na narty, czy też wieczór w brydża – nie ma różnicy. Satysfakcja gwarantowana.
Druga grupa to osoby z którymi utrzymujemy (czy tego chcemy, czy nie) kontakty biznesowe. Współpracownicy, znajomi i nieznajomi z pracy, szef, członkowie zespołu, ale także przedstawiciele firm zewnętrznych z którymi mamy styczność podczas naszej codziennej rutyny. Nie do nas należy decyzja z kim będziemy musieli (lub mieli przyjemność) pracować. W znakomitej większości przypadków zostajemy wrzuceni w wir zdarzeń i nowych ludzkich twarzy decyzją naszego przełożonego i jedyne co możemy zrobić to przetrwać. Od nas natomiast zależy, czy będziemy walczyć i przedzierać się z maczetą w ręce przez dżunglę zawiłych koneksji i co rusz potykać się o kłody rzucane nam pod nogi, czy też staniemy, wyciągniemy mapę i po chwili zastanowienia skierujemy nasze kroki na najbliższą ścieżkę prowadzącą do celu, a na przydrożnych kłodach będziemy robić przerwy na herbatkę i ciasteczko.
O ile nad pierwszą grupą nie ma się co rozwodzić, bo w kontaktach z nimi jesteśmy po prostu „sobą”, o tyle w pracy zazwyczaj już tak nie jest. Tu powinniśmy dostosować się do panujących kanonów, a dodatkowo wszelkie regulaminy i regulacje opisujące stosowny ubiór, wzorzec zachowań, etykę i obowiązki pracownika też o kant tyłka obić nie wypada. Co więc robimy? Dostosowujemy się. W końcu do garnka trzeba mieć co włożyć.
Jeśli czytaliście pilnie lektury szkolne nieobce jest wam pojęcie „maski”, stosowane dość szeroko w literaturze nie tylko polskiej, ale i światowej. Ja po raz pierwszy zetknąłem się z maską przy okazji „Ferdydurke” Gombrowicza. Od razu wiedziałem, że autor opisuje coś, o czym wiedziałem od dawna, jednak nigdy nie próbowałem tego nazwać. Ludzie nie zawsze są sobą i często zakładają maski by ukryć swoje prawdziwe „ja”, a w zamian wyeksponować cechy swojego charakteru, swojej osobowości lub określone umiejętności, które w danej chwili wydają się być najwłaściwsze. Zazwyczaj takie zachowanie jest wywołane presją otoczenia, oczekiwaniami ludzi z którymi obcujemy, chęcią dostosowania się do środowiska w którym przebywamy czy też potrzebą zaimponowania innej osobie. Powodów może być mnóstwo. Ważne jest jednak to, że w takich chwilach wydobywamy swoje drugie, trzecie, czwarte czy n-te „ja”, zakładamy maskę i stajemy się aktorami, a otaczający nas świat naszą publicznością. Udajemy spokojnych gdy wewnątrz aż się gotuje, pijemy sok z marchwi zamiast Pepsi, kiwamy z zainteresowaniem głową jednocześnie tłumiąc ziewnięcia, a w rubryce „ulubiona muzyka” wpisujemy Beethovena, bo dobrze będzie wyglądać w CV.
Czy musimy robić to wszystko? Czy nie możemy po prostu być sobą, ubierać się jak lubimy, zachowywać tak jak się w danej chwili czujemy i mówić co nam ślina na język przyniesie? No niestety nie możemy. A dlaczego? A dlatego! Bo każde z nas w pewnym momencie staje się nieznośne! To tak jak w tym powiedzeniu o dzieciach – wytrzymać można tylko z własnymi. Bo kochamy i musimy. Podświadomie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, dlatego próbują dostroić się do częstotliwości otoczenia i nadawać na, jeśli nie tych samych, to chociaż podobnych falach. Potraficie wyobrazić sobie sytuację, w której przychodzi szef, mówi że jest coś do zrobienia, a pracownik z kwaśną miną, zdenerwowany i zrezygnowany wyrzuca z siebie donośne i pełne żalu „Kuuurrrwaaaa...”? Otóż to. Obojętnie jak się pracownik czuje, ile nieszczęść by się tego jednego dnia nie zwaliło na jego głowę spojrzy na szefa, przytaknie, dopyta w razie niejasności (lub nie) i weźmie się do roboty. Tak to przecież działa od tysięcy lat i mamy to we krwi.
W takim razie skoro nie możemy być w pełni sobą i musimy wymuszać pewne zachowania (czasem zupełnie nieświadomie, z przyzwyczajenia) powinniśmy się chociaż postarać by nasza gra aktorska była skuteczna i z korzyścią dla wszystkich. Niech te relacje zawierane i pielęgnowane każdego dnia będą zdrowe i napawają nas radością, zamiast wywoływać uczucie przymusu. Każdy chce być szczęśliwy, a klucz do szczęścia leży w nas samych.

Tym oto nieco przydługim wywodem dochodzimy do sedna sprawy. Jak rozmawiać z ludźmi, zjednywać ich sobie i budować nici porozumienia z innymi w miejscu pracy. W tak dużej organizacji jak Bank jest to szczególnie ważne. Zainspirowany postawą, osobowością i charakterem pewnej niezwykle energicznej i wszędobylskiej Duracellki postanowiłem pokazać Wam na czym polega ten fenomen i nieco obnażyć zagadkę jej „szaleństwa”.
Zaczęło się jeszcze zanim zacząłem pracować w mBanku. O Duracellce usłyszałem od żony, która pracuje tutaj od studiów. Pamiętam jak przynajmniej kilka razy Marysia opisywała mi pogodę ducha i szalone wyczyny jednej z dziewczyn na open-space’ie. Wtedy nie zwracałem na to dużej uwagi, ponieważ relacje żony nie były w stanie oddać tego, kim Duracellka w rzeczywistości była. Tego trzeba było doświadczyć osobiście. Natomiast sam fakt, że opowiadała mi o niej w domu i że pamiętam to do tej pory świadczy o tym, że Duracellka jest kimś wyjątkowym i energia jaką emituje wywiera duży wpływ na otaczających ją ludzi.
Kilka miesięcy później kiedy rozpoczynałem moją pracę w mBanku miałem przekonać się o tym na własnej skórze. Tylko kilka dni zajęło jej nauczenie się mojego imienia i nazwiska i przez kilka kolejnych dni witało mnie donośne „Cześć Tomek Pabich!”, krzyczane z drugiej strony open-space’u. W pierwszej chwili poczułem się trochę dziwnie, ale szybko zauważyłem, że nikt nie zwraca na te krzyki uwagi, co musiało oznaczać, że takie zachowanie nie wykracza poza powszechnie zaakceptowaną normę. Krótko mówiąc ludzie już się przyzwyczaili. „OK” – pomyślałem – „Ten typ widać tak ma”. Przez kolejne miesiące mojej pracy doświadczyłem wielu jeszcze bardziej ekstremalnych zachowań tej przesympatycznej dziewczyny, od dziwnych tańców i podskoków przez spontanicznie organizowane akcje różnego typu aż po publiczne besztanie dyrektorów i prezesów. Chociaż wszystkie te rzeczy budziły we mnie jak najbardziej pozytywne odczucia, to nie byłem sobie w stanie wyobrazić siebie na jej miejscu. Więcej! Nie mogłem sobie wyobrazić kogokolwiek innego kto odważył by się na podobne wybryki.
Fenomenem było to, że takie zachowanie budziło powszechną sympatię i teksty, które niejednemu przysporzyłyby wielu problemów, jej zjednywały sympatyków i budziły śmiech, ten radosny i szczery.
Przyjrzyjmy się trochę dokładniej temu w jaki sposób Duracellka oddziałuje na innych ludzi i zastanówmy się nad ewenementem jej sukcesu w nawiązywaniu pozytywnych relacji. Aby przedstawić to w logiczny sposób, spróbuję dokonać kolejnego prostego podziału. Jak możemy uszeregować poszczególne fazy znajomości z inną osobą? Proponuję:
1. Pierwszy kontakt
2. Poznawanie i wymiana pierwszych informacji
3. Dalsza współpraca


Pierwszy kontakt

Często mówi się, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Piszą o tym w internecie, książkach, mówią w telewizji i na wykładach. Ale...
Żadnego „ale”! Pierwsze wrażenie rzeczywiście JEST najważniejsze i ma ogromny wpływ na postrzeganie nas samych przez inne osoby podczas kolejnych godzin, dni i miesięcy wspólnej pracy. Zastanówcie się chwilę i pomyślcie o osobach, które ostatnio poznaliście. Przypomnijcie sobie jakie wrażenie te osoby na was wywarły w pierwszej chwili. Porównajcie to z tym co obecnie o nich sądzicie i sprawdźcie, czy pierwsze wrażenie nie pokutuje na ich wizerunku do dnia dzisiejszego. Być może w niektórych przypadkach ze zdziwieniem stwierdzicie, że po głębszym zastanowieniu się dana osoba wcale nie przystaje do wizerunku jaki automatycznie z nią kojarzycie. To się zdarza. To jest właśnie siła pierwszego wrażenia. A jeśli pomimo usilnych starań nie jesteście w stanie potwierdzić tej teorii na własnym przykładzie, sugeruję byście po prostu w to uwierzyli. Miliony ludzi nie mogą się mylić, a na dodatek teorię tą potwierdzają liczne badania na całym świecie.
Ludzki mózg potrzebuje najwyżej kilka sekund by przeanalizować docierające do nas sygnały i wydać pierwszy werdykt na temat drugiej osoby. Dobrze wiecie, że nie można „oceniać książki po okładce”, ale faktem jest, że wszyscy to robimy. Miej świadomość tego, że tak jak zaprezentujesz się w pierwszych kilku sekundach znajomości, tak cię będą widzieć, przynajmniej do czasu aż otrzymasz możliwość zmiany swojego wizerunku (nie fizycznego, ale tego w umyśle drugiej osoby). Zmiana wizerunku jest możliwa, ale nie jest łatwa. O wiele łatwiej jest zrobić dobre pierwsze wrażenie!
A więc co składa się na nasz wizerunek i wywiera największy wpływ na drugą osobę? To proste, każde z was może samodzielnie odpowiedzieć na to pytanie.
Figura
Większość osób otyłych nie kojarzy się dobrze. Ludzie wolą tych ze smukłą i wysportowaną sylwetką. Jeśli masz z tym problemy, zainwestuj w siebie. Zacznij uprawiać jakiś sport, zrzuć zbędne kilogramy. Gwarantuję, że będzie to miało pozytywny wpływ nie tylko na to jak postrzegają Cię inni, ale także jak postrzegasz sam siebie. W zdrowym ciele zdrowy duch!
Strój
Sposób w jaki się ubierasz nie pozostaje bez znaczenia. Aby wywrzeć jak najlepsze wrażenie musisz się ubierać adekwatnie do otoczenia i sytuacji. Schludnie i skromnie, ale z klasą. Oczywiście są gusta i guściki i wszystkim nie da się dogodzić jednocześnie, ale da się większości. Jeśli masz do wyboru coś wystrzałowego i coś standardowego, wybierz standard. Wystrzałowe ciuchy zarezerwuj dla odpowiedniego grona znajomych i na imprezy, chyba że z góry znasz gusta osób z którymi będziesz się spotykać. W tej kategorii zawieram także fryzurę i włosy, które zawsze powinny być zadbane.
Gesty i mowa ciała
Mówi się, że ruchy są nawet ważniejsze niż słowa. Prawidłowa mowa ciała może bardziej oddziaływać na naszego rozmówcę niż to co mówimy. Zagadnienie to wymaga jednak szczegółowego opisu i na jego temat powstały całe książki. W związku z tym nie będę się nim szeroko zajmował, a zaznaczę tylko, że są to zdolności wyuczalne i można je skutecznie wyćwiczyć. Są oczywiście osoby z naturalnym darem, ale występują w zdecydowanej mniejszości.
Twarz
Twarz jest najistotniejszą częścią ciała wywierającą wpływ na innych, głównie ze względu na to, że w kontaktach nieodzowny jest kontakt wzrokowy, a tym samym uwaga naszego słuchacza skupia się właśnie wokół naszej twarzy (zakładam oczywiście, że nie jesteś kobietą z wyeksponowanym dekoltem i nie rozmawiasz z facetem). Wydawałoby się, że tutaj niewiele da się zrobić. Jakim Pan Buczek nas stworzył takim jesteśmy i już. Niby tak. Jednych natura bardziej obdarzyła urodą, innych mniej, a jeszcze innych wcale. Pamiętaj jednak, że tak naprawdę nie ma osób brzydkich, są po prostu ludzie ponurzy, źli, złośliwi itd. Ok, może nie wszyscy cię od razu pokochają i wcale nie powinno ci na tym zależeć, ale gwarantuję, że każdy może cię polubić, a kluczem do tego jest nastawienie i mimika twarzy, która de facto jest właśnie odzwierciedleniem twojego nastawiania. Oczywiście przy odpowiednim treningu możemy się wyuczyć postawy jaką należy prezentować by osiągnąć dobry efekt, ale ja zdecydowanie wolę osiągnąć go poprzez zmianę sposobu w jaki postrzegamy siebie, innych i nasze otoczenie, sposobu w jaki podchodzimy do życia i w jaki komunikujemy się z ludźmi.
Głos
Niektóre osoby nieświadomie zwracają dużą uwagę na barwę głosu swojego rozmówcy. Znane są teorie głoszące, że można się nawet zakochać w kimś właśnie ze względu na jego głos. Nie przesadzajmy jednak. Nie jest to czynnik najważniejszy i w większości przypadków to ton twojego głosu jest ważniejszy niż jego barwa. Jeśli prezentujesz odpowiednie nastawienie wewnętrzne, twój głos będzie ciepły i radosny, tak jak ty.
Uważam, że jest to pięć najważniejszych elementów składających się na wizerunek człowieka. Zauważ, że trzy pierwsze są zależne od twojej siły zewnętrznej, samozaparcia, konsekwencji w ćwiczeniach i dobrego smaku (czasem metabolizmu), a dwa pozostałe od twojego wewnętrznego nastawienia i samopoczucia. Oczywiście jest wiele drugorzędnych czynników, które także nie pozostają bez znaczenia, takich jak sposób wysławiania się, sposób poruszania się i tym podobne, ale nie są one tak ważne i nie będę się nimi tutaj zajmował.
Mając na uwadze powyższe cztery elementy i wiedząc, że pierwsze wrażenie wywieramy w przeciągu kilku sekund zastanówmy się jak powinny one wyglądać. Zakładam, że figura i strój są elementami codziennej uwagi i nie biegniesz tuż przed spotkaniem do ubikacji by zmienić spodnie, koszulę czy spódnicę, bądź trzasnąć sto pięćdziesiąt pompek i parę razy wycisnąć muszlę klozetową na klatę. Na takie rzeczy był czas w domu. Teraz jedyne co możesz zrobić, to wydobyć swoje radosne „ja” i dosłownie trzepnąć nim drugą osobę w twarz. Celowo do tej pory nie wspominałem o jednej rzeczy, która jest absolutnym kluczem do sukcesu: UŚMIECH.
Uśmiech jest cudownym narzędziem, które działa jak kij, który ma dwa końce, ale oba są szalenie pozytywne! Po pierwsze uśmiechając się do drugiej osoby wysyłasz dobre sygnały i zachęcasz tą osobę do kontaktu, ale po drugie uśmiechając się odpowiednio często podnosisz także swój własny poziom wewnętrznego szczęścia, być może ze względu na to, że inni w odpowiedzi na twoje zaproszenie także obdarzają cię uśmiechem. Genialne w swojej prostocie. Tak więc:
Punkt pierwszy: uśmiech. Niech twoja twarz promienieje. Postaraj się, aby uśmiech był szczery, a nie wymuszony. Zadbaj o to, by twoje życie było szczęśliwe i pełne radości, a nie zauważysz jak będziesz się uśmiechać mimowolnie i zupełnie spontanicznie.
Punkt drugi: zainicjuj kontakt bezpośredni. Wyciągnij dłoń i uściśnij rękę drugiej osobie. Będąc pierwszym pokazujesz, że chcesz zawrzeć znajomość, że osoba jest mile widziana, a dotyk bezpośredni przełamuje lody i pozwala wypłynąć na szersze wody konwersacji.
Punkt trzeci: przywitaj się. Jednocześnie z wyciągnięciem ręki przedstaw się adekwatnie do sytuacji, powiedz jak miło jest ci daną osobę poznać. Tworzysz w ten sposób solidne podwaliny pod dalszą dyskusję. Pokazujesz, że jesteś miłym i otwartym człowiekiem, chętnym do pogłębienia dopiero co zawartej znajomości.
Po powitaniu zapewne nastąpi jakaś dyskusja, być może prezentacja biznesowa albo luźna rozmowa towarzyska. Chociaż nie będę się teraz nad tym rozwodził pamiętaj, że to także jest bardzo istotny element budowania swojego wizerunku i zawarcia znajomości, która z biegiem czasu może przerodzić się w długotrwałą i owocną współpracę.
Podsumowując, pierwsze wrażenie jest w większości przypadków kluczem do sukcesu, ale nie jest wcale prostym zagadnieniem. Jeśli twoje życie jest szczęśliwe, nawiązywanie kontaktów jest łatwe i przychodzi naturalnie. Jeśli masz jakieś problemy, zajmij się nimi, rozwiąż je, poproś rodzinę lub przyjaciół o pomoc. Szczęście w życiu osobistym przełoży się na dobre kontakty w pracy i miłą atmosferę. Na czas przejściowy możesz zaadoptować którąś z technik sztucznego przywoływania swojego radosnego „ja” (np. poprzez wizualizację jakichś szczęśliwych chwil swojego życia), ale nie radzę stosować tego długoterminowo. Zlikwiduj źródło problemów, a nie skutek. Dzięki temu osiągniesz długotrwały efekt i będziesz czuć się o wiele lepiej, a twoje kontakty z innymi ludźmi ulegną zmianie - na lepsze.

Jak w tym wszystkim wypada Duracellka? Spójrz na nią. Ona potrafi się uśmiechać niemal cały czas i niewątpliwie jest to jeden z najważniejszych czynników jej popularności. Czasem jej radość może wydawać się niemal przesadzona, ale w rzeczywistości jest niczym więcej jak refleksem jej wewnętrznej energii, której pokłady muszą być ogromne. Choć wprawny obserwator może zaobserwować od czasu do czasu krótkie uśpienie tego kipiącego wulkanu, to jednak okres taki nigdy nie trwa długo i już po chwili znów wybucha ze zdwojoną siłą, zarażając innych pozytywną energią i pobudzając ich dusze do działania. Ona jest jak wolny elektron, który jest jednocześnie przyciągany przez wszystkie inne ciała w pobliżu i każdego stara się dotknąć, poklepać i pozdrowić. Jest to pierwszy z dwóch powodów dla których jest powszechnie lubiana i gdzie się nie pojawi tam wzbudza uśmiech na twarzy. Z takim nastawieniem nietrudno jest zrobić dobre wrażenie przy pierwszym kontakcie i chociaż niektórym może wydawać się z początku nieco szalona, to w rzeczywistości jest to wrażenie błędne, a jego źródło odkryjemy za chwilę.


Poznawanie i wymiana pierwszych informacji

Kiedy już przełamaliśmy pierwsze lody, klamka zapadła i zostaliśmy ocenieni po okładce, przychodzi czas na kolejne nieśmiałe kroki jakie musimy zrobić, by pokonać pierwszą przeszkodę. Dla jednych będzie to kaszka z mleczkiem i nawet nie zauważą, jak przestaną mówić do siebie per „Pan”, „Pani”, dla innych będzie do droga przez ciernie, okupiona krwią i cierpieniem. Jeśli jesteś osobą małomówną i należysz do tych drugich – weź się w garść. Chcieć to móc!
Czasami zdarza się, że rozmowa toczy się naturalnie. Znaleźliśmy nić porozumienia i wszystko jest na dobrej drodze. W takim przypadku nic więcej nie mogę ci powiedzieć. Wszystko jest jak należy i zmierza w dobrym kierunku. Gorzej, kiedy rozmowa się nie klei, co rusz toniecie w kłopotliwej ciszy i zmieszani niecierpliwie zastanawiacie się co powiedzieć i gdzie schować pocące się dłonie. Co wtedy?
Przede wszystkim nie należy się denerwować. Wiem, łatwo powiedzieć. Zauważcie jednak, że jeśli już nastała ta kłopotliwa cisza, to rozmówca jest dokładnie w tym samym położeniu co ty. Pewnie oboje zastanawiacie się co dalej i jak wybrnąć z niewygodnej sytuacji. Im bardziej się starasz w takim wypadku, tym mniej się udaje. Dlatego spróbuj się zrelaksować, a słowa przyjdą same.
Niezależnie od okoliczności w jakich się spotykacie zawsze macie już ze sobą coś wspólnego i musisz umieć to wykorzystać. Jeśli jest to spotkanie biznesowe, tematem wspólnym jest właśnie biznes. Jeśli jest to konferencja, to sprawa jest jeszcze prostsza. A co w sytuacji gdy jest to spotkanie dość przypadkowe? Tu również można znaleźć wspólne elementy. Wykorzystaj otoczenie: ubranie, wystrój pokoju czy sali, widok za oknem, może nawet pogodę. Zawsze jest jakiś sposób by zrobić wstęp do rozmowy. Pamiętaj jednak, że jest to tylko wstęp, a nie temat który chcesz eksploatować. Aby nawiązać nić porozumienia i wprowadzić rozmowę na odpowiednie tory musisz znaleźć temat bliski twojemu rozmówcy, najlepiej coś, co go pasjonuje. Jak tego dokonać? Zadawaj pytania. Pytając zmuszasz drugą osobę do mówienia i tym samym rozwiązujesz wasz wspólny problem. Warunkiem jednak jest zadawanie pytań otwartych, czyli takich na które nie da się odpowiedzieć „Tak” lub „Nie”. Słuchaj aktywnie, postaraj się wyłapać elementy, które wydają się ważne dla twojego rozmówcy i do których przykłada większą wagę. Rozwiń dyskusję w tym kierunku. Jeśli czujesz się na siłach dodaj coś od siebie. Nie chcesz monologu tylko rozmowy. Ludzie łatwiej otwierają się w przypadku, gdy druga osoba także prowadzi otwarty dialog.
Gdy już znajdziesz temat bliski drugiej osobie można powiedzieć, że jesteś w domu. Nawet jeśli zagadnienie jest dla ciebie zupełnie obce, nie stanowi to żadnej przeszkody. Zdziwisz się jak chętnie twój rozmówca objaśni ci wszystkie tajniki, pod warunkiem że wykażesz się chęcią ich poznania.

Duracellka zdaje się dysponować naturalnym darem prowadzenia rozmowy. Nie trudno jest zauważyć, że zadaje dużo pytań, które są jak celne strzały i trafiają w samo sedno. Jeśli spudłuje nie waha się odpalić raz jeszcze, aż do skutku. Pokonany rozmówca musi skapitulować i otworzyć się, albo uciec gdzie pieprz rośnie. Rozbrajająca szczerość wymusza to pierwsze...


Dalsza współpraca

Wspominałem już, że wrażenie jakie zrobiliśmy na początku często pozostaje z nami bardzo długo. Jeśli było ono dobre, to nie ma w tym nic złego. Ale co w przypadku, gdy nie było takie, jak byśmy chcieli? Czy można je odmienić?
Można. Wymaga to czasu i konsekwencji, ale jest możliwe. Cała trudność polega na tym, żeby wyplenić ze wspomnień drugiej osoby te złe i pozostawić te dobre. Jest na to jeden sprawdzony sposób – nie powtarzać tych złych. Z biegiem czasu, tak samo jak inne wspomnienia, tak i te ulegną zatarciu i pozostaną tylko te pożądane. Ile trwa taki proces? Zależy od ilości kontaktów z daną osobą. Jeśli jest to ktoś z kim przebywasz i integrujesz się codziennie, proces trwa około 5-6 miesięcy. Im rzadziej masz styczność z tą osobą i tym samym masz mniej okazji by zaprezentować się dobrze, tym dłuższy jest czas potrzebny do trwałej zmiany twojego wizerunku w jej umyśle.
W całym tym procesie ważna jest jedna rzecz, i tu znów doskonałym przykładem jest Duracellka. Jeśli starasz się zmienić swój zewnętrzny wizerunek, musisz jak najbardziej być sobą. Im więcej udajesz tym trudniej jest się upilnować, a przecież musisz to robić niemal cały czas. Powracając do koncepcji maski – im częściej ją zakładasz tym więcej ryzykujesz. Podobnie jest z jej wielkością. Im bardziej odbiegasz od swojego naturalnego „ja” tym trudniej jest uniknąć zdemaskowania. Zgodnie z moją teorią ludzie maski noszą i nosić będą i nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem, że służą one dostosowaniu się do otoczenia i panujących kanonów, a nie obłudzie, oszukiwaniu, kłamaniu i naciąganiu. Relacje jakie budujemy z innymi ludźmi powinny trwać latami, a to możemy osiągnąć tylko w przypadku gdy unikamy wszelkiego rodzaju matactw i krętactwa.
Duracellka jest dla mnie ewenementem. Oczywiście zaznaczę, że jest to wyłącznie moje odczucie, ale wydaje się, że ona nie nosi maski. Na końcu ostatniego rozdziału wspomniałem, że rozmówca poddaje się i otwiera nie tylko przez właściwy dobór tematu, ale także przez szczerość. Podczas gdy wszyscy się kamuflujemy i staramy się pilnować na każdym kroku by nie strzelić gafy, Duracellka paraduje po open-space’ie wymachując na lewo i prawo swoim prawdziwym „ja”. Dla innych jest to dziwne, szalone, niezrozumiałe. Nie pojmują tego, bo sami nigdy by nie pokazali naiwności, prostoty, szczerości, otwartości i spontaniczności w takim wymiarze w jakim prezentuje je Duracellka. W głębi ducha czują jednak, że jest to coś czego chcą, a co jest im zabronione i cieszą się mogąc widzieć to u innej osoby. Śmieszą ich komentarze, które sami odważają się powiedzieć tylko w myślach i zachowanie którego nigdy by się nie dopuścili bo zostaliby uznani za dziwaków.

Czas poskładać puzzle i zobaczyć cały obrazek. Jeśli weźmiecie tą niesamowita energię jaką dysponuje, dołączycie do tego prostą, ale otwartą i szczerą chęć konwersacji, przyłożycie następnie nie udawaną spontaniczność i niemal dziecięcą niewinność, otrzymacie pełny obraz Duracellki, chodzącej Atomówki.
Co by się stało, gdybyśmy tak na jej podobieństwo wszyscy nagle zrzucili nasze maski i używali na co dzień naszego prawdziwego „ja”? Myślę, że byłaby to katastrofa. Jak wspomniałem na początku, uważam że obnosząc się z naszą prawdziwą osobowością każde z nas byłoby źródłem szerokiej gamy konfliktów, których unikamy zakładając maski. Owszem, znalazłoby się kilka osób z którymi by „zaiskrzyło”. To są jednostki z którymi mamy dużo wspólnego i mamy wszelkie szanse się zaprzyjaźnić, ale niestety u większości nie znajdziemy tego czego szukamy i prędzej czy później popadniemy w stan permanentnej wojny. Duracellce uchodzi to na sucho, ponieważ jest jednostką. Jest fenomenem, który rozmnożony po tysiąckroć nie były już tak absorbujący. Byłby nijaki i nie odstawałby od utartych przez setki lat ścieżek ludzkich zachowań.

Comments

2 Responses to “Jak nawiązywać dobre relacje z ludźmi (fenomen Duracellki)”

Wastalawista pisze...
28 wrz 2009, 19:06:00

Bardzo ciekawie napisane. Studium osobowości prawie. Czas popracować nad pierwszym wrażeniem:)

Anonimowy pisze...
12 paź 2012, 10:20:00

Sama prawda, warto manipulować ludźmi dla osiągnięcia własnego celu :)

Prześlij komentarz