Mistrzostwa Szkół - Łódź 2010

W minioną sobotę w lasach łódzkich (Modrzew) odbyła się kolejna edycja corocznych Mistrzostw Szkół. Jako że ostatnio byłem chory i już strasznie mnie ciągnęło do lasu postanowiłem wystartować pomimo wciąż widocznych objawów choroby. Pogoda była idealna, więc wiele nie ryzykowałem. Ponieważ do żadnej ze szkół zaliczyć się mnie już nie da, nie było innego wyjścia jak wystartować w open. Ach... cóż to był za bój! :)

Rozgrzewkę zrobiłem jako tako. Pierwszy raz od długiego czasu postanowiłem machnąć sobie rytmy (5x80m). A co tam, jak szaleć to szaleć. Miałem zamiar pobiec dość mocno. Priorytetem jednak było unikanie błędów. Niestety do ideału było baaaaaardzo daleko. Obliczyłem po biegu, że błądząc po budzących się do życia kszurach zmarnotrawiłem około 6 minut i 40 sekund. Strasznie dużo jak na 7,9 km trasie.
1 - wystartowałem mocno. W czytaniu mapy skutecznie przeszkadzała mi folia w której się znajdowała, przez co nie doczytałem dokładnie dobiegu i zrobiłem mały błąd skręcając za wcześnie w prawo (do wykopu). 10s błędu.
2 - prawie dobrze. Trochę się zawahałem na końcówce. Więcej pewności siebie!
3 - chciałem zbiec do drogi na lewo, potem azymut do kolejnej i stamtąd już prosto na punkt. Niestety nigdy do tej drugiej drogi nie dobiegłem i wypadłem prosto na stojak. Cały przebieg poszedłem po kresce. Niby dobrze, bo nie nadkładałem, ale jednak drogą leciałbym pewnie szybciej.. powiedzmy że z 10s błędu.
4, 5, 6, 7 - dobrze. Proste punkty. Biegnąc drogą na siódemkę leciałem trochę wolniej, bo obmyślałem wariant na ósemkę.
8 - w końcu postanowiłem pobiec naokoło, co obecnie oceniam jak zły wariant. Nadłożyłem trochę drogi, a zaoszczędziłem tylko jedną poziomicę. Dodatkowo zrobiłem drobny błąd na wejściu na punkt. Wejście na punkt - strata z 10s, wybór wariantu - pewnie też z 10s.
9 - błąd wariantowy. Pobiegłem na azymut na kierunek. Chciałem dobiec do grubej drogi wschód-zachód, jednak ominąłem ją od północy, co sprawiło, że straciłem kontakt z mapą. Strata przynajmniej 30 sekund.
10 - błąd wejścia na punkt. Zamiast wbiec na górę szukałem go za nisko. Duża strata, około 70 sekund.
11 - dobrze
12 - błąd na wejściu na punkt. Zbiegłem za nisko. Przynajmniej 20s w plecy.
13 - no, tu się zaczęło :) Nie wiem za bardzo co się ze mną stało, ale chyba utraciłem koncentrację. Ponieważ 13 była blisko 10, a 10 była bardzo widoczna, to postanowiłem się od niej odbić. Pech chciał, że azymut nie wyszedł mi najlepiej i zamiast wpaść prosto na punkt, tak jak się tego spodziewałem), wypadłem na krążących bez ładu i składu ludzi. Pierwsza moja myśl była taka, że ktoś zwinął punkt i go nie ma. Łażący nieporadnie ludzie jakimś cudem utwierdzali mnie w tym przekonaniu. Słowo daję, że mało brakło abym pobiegł dalej. W końcu jednak wpadłem na znajdujący się również w pobliżu punkt numer 17 i dopiero z niego nabiłem na 13. Żal, żal, żal. 2 minuty 50 sekund straty :(
14 - pomimo że pobiegłem na "pałę" to wpadłem idealnie. Dobre i to...
15 - do drogi i drogą. Przegapiłem jedno skrzyżowanie i za późno wbiegłem w las (prostopadle do drogi), ale sądzę, że dużo tutaj nie straciłem. Nie liczę jako błąd. Dodatkowo na tym przebiegu mijałem się z Mary, z którą ścigałem się "kto pierwszy na mecie". Pomyślałem, że pewnie końcówka jest dość podobna, więc są szanse by ją dogonić i przyspieszyłem.
16 - dobrze
17 - wydawało mi się, że kiepsko, ale patrząc na międzyczasy wygląda na to, że mam jeden z lepszych. Suma summarum myślę, że brakło pewności przy wejściu na punkt. Błąd na około 15s.
18 - no tu też się zadziało. Zamiast spojrzeć na mapę po prostu ustawiłem kompas i popędziłem przed siebie. Kierunek podczas biegu sprawdzałem ze trzy razy i był dobry, a jednak wybiegłem sporo na prawo od punktu. Dopiero gdy stanąłem i przeczytałem poziomice, zorientowałem się gdzie pobiegłem. Odbiłem w lewo do drogi i z drogi na punkt. Myślę, że z 30s błędu.
19 - nie, nie, to jeszcze nie koniec :) Na deser postanowiłem zaserwować sobie jeszcze wisienkę na torcie i zgubić się na ostatni punkt na który była taka możliwość. Pomimo całkiem niezłego azymutu tym razem zmyliła mnie sama mapa. Przebiegając przez grubą drogę nie mogłem znaleźć ani dołka który miałem po lewej, ani ścieżki po prawej. Znalazłem za to ścieżki za drogą i omyłkowo wziąłem je za podobne, ale z 80m w lewo. Kiedy wybiegłem na kolejną drogę nie wiedziałem zupełnie co się stało. Intuicja pchała mnie w lewo, więc pobiegłem. Pomimo że stałem jakieś pięć metrów od punktu nie zauważyłem go! i zawróciłem. Po kilkudziesięciu sekundach wreszcie zorientowałem się gdzie jestem i ponownie pobiegłem w to samo miejsce co poprzednio. Ku mojej wściekłości znalazłem nareszcie mocno wbity w ziemię punkt.
20, 21 - do mety już biegówa. Nie było woli walki, więc po prostu pobiegłem. Bez spinania się. Czas na mecie tragiczny - 51:29.

Chciałem pobiec około 45 minut i było to jak najbardziej realne. Zwycięstwo w kategorii nie było żadnym pocieszeniem (wygrałem z drugim - Witkiem - o ponad 14 minut). Brat na tej samej trasie poleciał 47. Groszek 45.
Jakby tego było mało jeszcze jakiś gówniarz kopnął mnie w mięsień i do dziś noga boli przy chodzeniu. Eh... szkoda gadać. Cały czas łudziłem się tym, że mam przed sobą najlepszy sezon w M21, a na razie sprawa nie wygląda za dobrze.
Czemu ta mapa tak kuleje???

Wyniki i międzyczasy

Comments

5 Responses to “Mistrzostwa Szkół - Łódź 2010”

wajtek pisze...
26 kwi 2010, 21:56:00

uciekł mi na finiszu...

Anonimowy pisze...
26 kwi 2010, 22:30:00

mapa kuleje, ponieważ mamy mało treningów technicznych (w porównaniu do czołowych zawodników naszej kat to bardzo mało), no a jeśli już mamy to w mało wymagającym terenie niestety...
Tomasz jak opisujesz trasę tak dokładnie, to przydała by się jeszcze mapka do tego. Bo tak to ciężko jest sobie wyobrazić jak to dokładnie wyglądało
Chrupek

Tomek Pabich pisze...
27 kwi 2010, 07:15:00

Wiem, mapka będzie za niedługo

Mary pisze...
27 kwi 2010, 08:15:00

Chrupek, narzekać łatwo ale poczytaj kto w innych klubach organizuje treningi, rysuje różne mapki, buduje labirynty. Właśnie czołowi zawodnicy M21. A u nas jakoś z inicjatywą nikt z zawodników nie wychodzi a Trener sam wszystkiego nie pociągnie.
Marian obiecał nocny na Włókniarzu i co?

Anonimowy pisze...
27 kwi 2010, 15:41:00

To nie było narzekanie, nikomu też nic nie zarzucam. Wiem, że u nas jest inna sytuacja. Często nie mamy takich możliwości jak inne kluby/zawodnicy. To było raczej stwierdzenie faktu.
A jeśli chodzi o organizowanie treningów technicznych to ja nie czuje się jakimś autorytetem na mapie i sam jeszcze chce się uczyć. Jak mam w takim razie uczyć innych, jak sam mam braki?
Ja np. traske jakaś fajną mogę postarać się zrobić, problem w tym że nie mamy mapy chechła czy rydzyn w plikach, a to by ułatwiło o wiele taką prace. No i problemem jest też to, że mapy wyżej wymienione nie mają dla starszych już praktycznie wartości treningowych...
Chrupek
Chrupek

Prześlij komentarz