Powitanie wiosny 2010 - smutny zwiastun nowego sezonu

W ostatnią sobotę udaliśmy się do Łodzi na Powitanie Wiosny 2010. Bieg został zorganizowany przez pana Wiercińskiego i spółkę w lesie na pograniczu Łodzi i Zgierza (koło stacji Nowa Gdynia). Jako że obsada nie była powalająca nastawiłem się na walkę o medale, a poza tym uznałem, że będzie to dobry sprawdzian przed pierwszymi biegami ogólnopolskimi.

Pojechaliśmy autem. W drodze dowiedzieliśmy się o tragedii w Smoleńsku. Musze przyznać, że trudno było uwierzyć w to co się stało. Zastanawialiśmy się czy zawody się odbędą. Na miejscu okazało się, że biegamy zgodnie z planem... no prawie. Start został opóźniony o ponad 40 minut. Było mi to wybitnie nie na rękę z dwóch powodów. Po pierwsze pogoda nas tego dnia nie rozpieszczała i było zimno i deszczowo, przez co zmarzłem czekając tyle czasu na start, a po drugie byłem głodny i każde przesunięcie działało na moją niekorzyść, co miałem odczuć jeszcze w pierwszej połowie dystansu.
Na treningach po obozie czułem się znośnie. Nogi jeszcze ciążyły, ale szły do przodu. Wierzyłem, że jestem w stanie zaliczyć dobry bieg. Kiedy w końcu doczekałem się swojej minuty ostro ruszyłem do przodu. Teraz z perspektywy czasu sądzę, że nie byłem dostatecznie skoncentrowany i to przesądziło o błędach na początku trasy. Do pierwszego trafiłem dobrze. Do drugiego już nie (lekko go przebiegłem). Do trzeciego zupełnie źle - kierunek. Do czwartego znów błąd. Piątego nie zauważyłem i przebiegłem. Koniec końców na piątce dogonił mnie już Kamil (3 minuty) i właściwie całą dalszą trasę biegliśmy razem. Na początku łudziłem się jeszcze, że ucieknę, ale gdy tylko wyszliśmy na drogę zrozumiałem, że nic z tego nie będzie. Kamil biegł szybciej ode mnie. Nogi nadal były ciężki i nie mogłem się zmusić do szybkiego biegu. Dodatkowo dwa punkty później, na pierwszym długim przebiegu zaczął mi dokuczać głód. Poczułem, że opadam z sił. Rozważałem nawet zejście z trasy. Na szczęście zwalczyłem tą chwilową słabość i pobiegłem dalej. Na dziewiątce byłem przed Kamilem, ale dogonił mnie dwa punkty dalej i znów wyprzedził. Przeszedłem go na kolejnym długim przebiegu, ale zaraz po nim zrobiłem błąd i ponownie byliśmy razem. Do końca trasy nie podejmowałem już prób ucieczki, albowiem dystans jaki pozostał nie pozostawiał złudzeń. Przegrałem. Na mecie czułem się jak po drugim zakresie. Nie byłem bardzo zmęczony, ale co z tego, skoro w lesie i tak nie mogłem przyspieszyć?
Wygrał Marian. Wyprzedził mnie o ponad 7 minut. Tylko 3 minuty wygrałem z Mary, która gościnnie wystartowała w naszej kategorii. Wynik uważam za tragiczny. Błędy, szybkość, wszystko źle. Doświadczenie jednak uczy, że po tych gorszych biegach przychodzą te lepsze, więc miejmy nadzieję, że mam je jeszcze przed sobą. W najbliższy weekend "bobry". Ciekaw jestem co tam się będzie działo...

Listy, wyniki i międzyczasy dostępne są tutaj: http://orienteering.xt.pl/kalendarz.php?id=119

Comments

3 Responses to “Powitanie wiosny 2010 - smutny zwiastun nowego sezonu”

Gohan pisze...
12 kwi 2010, 20:38:00

Ty chociaż nie wykręciłeś nogi w drodze do pierwszego punktu... A tak ogólnie to teraz może być tylko lepiej, więc nie ma się co martwić tylko z pełnią optymizmu cisnąć na kolejnych zawodach :)

Mary pisze...
13 kwi 2010, 08:04:00

A ja na tych zawodach złapałam pierwszego kleszcza w tym roku, więc jeśli to zwiastun sezonu to zapowiada się sporo małych przyjaciół :(

gema pisze...
13 kwi 2010, 08:51:00

A ja zapraszam do obejrzenia zdjęć:
http://picasaweb.google.pl/kasia.biniecka/HarcerskiLas

Prześlij komentarz