Rowerem doliną stawów około Pabianickich


W lesie za Chechłem
Ponieważ tym razem w niedzielę nie było żadnych zawodów (co się rzadko zdarza w maju), postanowiłam przetestować mój nowy rower i przy okazji wyciągnąć z domu rodzinkę. Tomasz nie lubi jeździć na rowerze i dodatkowo musiał iść do pracy także nawet nie próbowałam go namawiać. Pojechaliśmy w składzie: ja, moi rodzice (Rafał i Małgosia) oraz Peter.


Po sobotniej ślicznej pogodzie, niedziela powitała nas padającym deszczem ale nie daliśmy się przestraszyć. Po śniadanku (na którym musiałam jeść pokrzywy) spakowaliśmy kanapki i ruszyliśmy. Zaplanowałam trasę do okolicznych stawów i jeziorek. Głównym celem wycieczki były małe jeziorka w lesie za Chechłem.
Pierwsze jeziorko
Do pierwszego trafiłam bez problemów bo biegam tam wycieczki biegowe z Pabianic, ale drugiego już musieliśmy trochę poszukać, byłam tam tylko raz (z Chrupkiem, Grochem i Olejem kąpaliśmy się w nim na treningu w wakacje zeszłego roku). Jak na złość nie mogłam znaleźć w domu mapy tego lasu (za to map Rydzyn i Grotnik było wszędzie pełno). W końcu jednak udało nam się trafić :)
Przystanki przy jeziorkach były krótkie bo strasznie gryzły komary, znowu jest ich o wiele za dużo (a myślałam, że po takiej mroźniej zimie ich nie będzie).

Trasa wycieczki
Poza jeziorkami oglądaliśmy stawy rybne, pierwsze już w Wymysłowie, potem w Rokietnicy i Jamborku, gdzie zatrzymaliśmy się na dłużej i zjedliśmy smażonego pstrąga. W Jamborku udało nam się przeprawić na drugą stronę rzeki Grabi i dość szybko dotrzeć do babci na działkę. Tam kolejny odpoczynek i doładowanie kalorii w postaci ciastek i lodów czekoladowych :)
Tak zregenerowani ruszyliśmy w drogę powrotną, w tym czasie wyszło słońce i byłoby bardzo miło ale każdego już coś bolało. Małgosię kolana, mnie tyłek a Petera wszystko (pozostały mu tylko siły do gadania i narzekania).
Oglądamy bociany
W sumie zrobiliśmy 55 km, a w nagrodę Tomek przywiózł nam pizze :D i uratował mój tyłek przed powrotem do Pabianic na rowerze (sam na nim pojechał - szok!)
Wieczorem dręczona wyrzutami sumienia, że nie zrobiłam wycieczki biegowej, którą miałam w planie treningowym, wybrałam się pobiegać. Nogi jednak były dość obolałe i zmusiłam się tylko do 6km truchtu.

Comments

One response to “Rowerem doliną stawów około Pabianickich”

Tomek Pabich pisze...
11 maj 2010, 11:37:00

Jazda na rowerze suxxxx. Powrót do Pabianic na dwóch kołach utwierdził mnie w tym przekonaniu...

Prześlij komentarz