Styczniowe zawody treningowe


Dla odmiany trochę lata!
Kończymy kolejny tydzień konkretnego tyrańska. Robi się coraz gorzej. Więcej kilometrów w BC3 plus warunki (dużo śniegu, brak przyczepności) dają w kość. Plecy z zeszłego tygodnia chyba mają się lepiej, biegam swobodnie, ale nadal ostrożnie. Na zawodach sobotnich byłem na podium, a wszystko dzięki kolegom, na których zawsze można liczyć ;-)

Tydzień zacząłem bardzo spokojnie. Po trzydniowej przerwie we wtorek wyszedłem tylko na rozbieganie. W środę jednak poszedłem już mocno, choć jeszcze z rezerwą. Gdzieś w podświadomości cały czas czaił się strach przed nawrotem bólu w plecach. Odpuściłem siłę biegową w postaci podbiegów i zamieniłem je na kilka skipów. Nie było źle. Czwartek przerwa, piątek trening szybkościowy o małej objętości i też biegany z rezerwą, a w sobotę zawody.
Od razu wiedzieliśmy, że będzie kiepsko. Śniegu było sporo i niestety od góry pokrywała go gruba na ponad centymetr warstwa zlodowaciałej bieli, która skutecznie wybijała z głowy bieganie na przełaj. Lód zwyczajnie ranił piszczele i bieganie stawało się mordęgą.

Konkurencja nie śpi :)
Część zawodników startowała na nartach, ale moja sztafeta trzyma się starych tradycji i postanowiliśmy polegać tylko na sile naszych nóg. Ja pierwszy, dwie minuty za mną Marian, a dwie za nim Chrupek. Zrobiłem już błąd przy pierwszym punkcie (źle spojrzałem na numer kodowy), a potem na piątce kolejny (nie ta górka) i Marian już mnie miał. Biegliśmy razem. Drogi były albo dobre, albo zupełnie kiepskie. Wybraliśmy dwa fatalne warianty i suma sumarum podczas dobiegu do punktu dziesiątego byłem już styrany na maksa, a Marian zniknął gdzieś z przodu. Na szczęście dalej drogi były już dobre, więc przeszedłem na znośne tempo i dobiegłem jakoś do mety. Czas bez rewelacji, ale czułem się zmęczony - czyli dobrze. Mariana nie było. Przybiegł trzy minuty po mnie. Chrupek tez coś zawalił i przegrał nawet z Marianem. Tym samym w ogólnym rozrachunku byłem trzeci! Yay! :)

This is Sparta!
Warto napisać jakim cudem minąłem Mariana, albowiem jest to nowa karta w historii naszego klubu. Z tego co mi wiadomo, to jeszcze nikt nie dokonał takiego wyczynu. Otóż w drodze do punktu dziesiątego na własnoręcznie rysowanej mapie zamiast do punktu Marian pobiegł do zera od numeru dziesięć. Dziwnym trafem punktu nie znalazł, a zanim się zorientował co zrobił byłem już daleko w przodzie. Mieliśmy już różnych twardzieli. Byli tacy co szukali trójkąta lub orientowali mapę w wyobraźni. Takich co omijali punkty lub biegali do tych z innej trasy (recycling map) nawet nie warto wspominać. Ale miszczów szukających zera jeszcze nie było. Gratulacje Marian, w tej kategorii jesteś pierwszy! :)
Na zakończenie w ramach pocieszenia został wylosowany jako ostatni w konkursie i zdobył fantastyczny i prestiżowy przybornik biurkowy. Gratulujemy!

Comments

2 Responses to “Styczniowe zawody treningowe”

podzio pisze...
18 sty 2010, 16:12:00

musze Was zmartwic:P Marian niestety nie byl pierwszy! Zielu zrobil dokladnie to samo jakis czas temu (jak jeszcze tego sniegu nie bylo:P). No coz, mistrzowie to mistrzowie;d

Tomek Pabich pisze...
18 sty 2010, 16:23:00

No i Orientuś znów przed nami :)
Napisałem, że pierwszy w naszym klubie. A że Zielu dokonał tego wcześniej - respect dla niego! ;-) Takie rzeczy warto odnotować, bo po kilku latach jest z tego kupa śmiechu :)
Mieliśmy w klubie kiedyś kolegę, który biegał z nami dość długo (ze dwa lata) i w pewnym momencie skapnęliśmy się, że on w ogóle nie orientuje mapy. Cały czas trzymał ją przed sobą w tej samej pozycji a orientację wykonywał w głowie. Myślał sobie tak:
"Biegnę teraz na południe, czyli odwrotnie do tego jak mam w ręku mapę. Muszę skręcić w pierwszą ścieżkę w prawo, czyli tak naprawdę w pierwszą w lewo." A jak biegł na południowy-wschód? :)
Na początku nie chciał wierzyć że "po naszemu" jest lepiej. No ale w końcu go przekonaliśmy ;) Niestety niedługo potem przestał biegać. Szkoda. Pewnie orientacja stała się za łatwa i mu się znudziło ;) (tak na serio to pojechał na studia do Wawy).

Prześlij komentarz